Nie będzie dziś o powstaniu. Dziś będzie o kinie. Któtko. W ramach Letniego Festiwalu Sztuki mamy w Parku Staromiejskim pokazy filmów. Przegapiłem kilka dzieł Chaplina, przegapiłem (ukochany w dzieciństwie) “Pani minister tańczy”. Pamiętam, że lubiłem cykl “W starym kinie”, Pana Janickiego w zawsze tych samych okularach, melodię z czołówki, no i filmy… Każda z opowieści o Szczepciu i Tońciu sprawiała, żem się do telewizora przyklejał, podobnie np. “Antek policmajster” czy przygody Pana Anatola. Tytułów wielu z tych filmów nie pamiętam, ale pamiętam historie. Tak jak Siergiej Eisenstein kojarzy się nieodzownie z tytułem “Pancernik Potiomkin”, Dżiga Wiertow z “Człowiekiem z kamerą” (niezapomniana muzyka The Cinematic Orchestra - polecam!), jak Leni Riefenstahl z “Olimpiadą” i “Triumfem woli”, tak Fritz Lang to dla większości z nas tylko “Metropolis”. Z oryginalngo 3.5-godzinnego filmu ostało się około 120 minut. Niektórych scen chyba nigdy nie zapomnę (np. oczy z amoku), a aktorstwo Brigitte Helm ocierało się o ideał. Ja wiem, że to wszystko takie groteskowe i momentami niezdarne, ale szczęśliwie mieliśmy niezłych taperów którzy sprawiali, że klimat gęstniał jak ciasto na blasze
Jedynym zastrzeżeniem do muzyki dotyczy prób z “podkładem do podkładu” - nie mieliśmy fortepianów (w końcu to park) tylko syntezatory i ktoś (chyba Pan taper) przesadził z eksperymentowaniem - na początku żywa muzyka często wychodziła z rytmu a nawet metrum tego “podkładu”, a później - szczególnie w końcówce - wbijał się on na ćwierć taktu z zupełnie innego kontekstu. Obok muzyków widziałem saksofon altowy - momentami aż ręce świerzbiły żeby do nich dołączyć
Jeśli oczekujesz jakiegoś spoilera, to się zawiedziesz - tu niczego takiego nie uświadczysz, ale w internecie tego masa, więc nie będzie trudno znaleźć. Film poleca, ale z dobrą muzyką - bez niej zbyt łatwo o znużenie na niemym filmie.
Zasubskrybowałem sobie na tubce LoveIndustry i dziś ukazał się mym zmętniałym jak woda z kiszonych ogórków oczom nowy materiał. Tak po prawdzie to dopiero próba, więc próbujcie:
Trochę kopa dostali, nie? Na “Playboyu” sprawiali wrażenie jakby przesadzili z odbiorem twórczości Johna Frusciante, a tu taka niespodzianka. Czyżby pacholę tak Pana W. doladowało? ![]()
Na stronie Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego znalazłem takiego oto kwiatka (kliknij by powiększyć):
Nasuwa się od razu pytanie: czy instytucja państwowa ma prawo reklamować czyjekolwiek produkty w dziale “Aktualności” swojego serwisu? Jakie korzyści przyjęto w zamian? Napiszę do Vagli - może coś poradzi ![]()
Japończycy wiedzą jak się bronić. Jak myślicie: skąd? Otóż z telewizji!
Rubin Steiner: “Another Record Story” z “Weird Hits, Two Covers & A Love Song”
Irytowało mnie swego czasu (wtedy wszystko mnie irytowało) mylenie ekologii - nauki o przyrodzie i zależnościach między zjawiskami/elementami w niej występującymi z sozologią - nauką o ochronie środowiska. Irytowało, bo już od podstawówki ważny jest dla mnie stan środowiska i staram sięje chronić jak mogę. Jak miałem około 12 lat dostałem srebrną odznakę LOP, później - już po liceum - działałem (bardzo krótko) w organizacji chroniącej przyrodę. Cały ten czas nie dawały mi spokoju pewne pytania… Dlaczego członkowie tej organizacji korzystają z samochodów bez katalizatorów, dlaczego mam oszczędzać wodę itepe.
Ponoć erupcja wulkanu Krakatau w 1883 roku spowodowała emisję większej ilości gazów cieplarnianych niż wszystkie samochody do tej pory, a ponoć największą nowożytną tego typu katastrofą była erupcja islandzkiego wulkanu Laki w latach 1783-1784. Podobno
Wiele gazet w Europie podawało informacje o wybuchu wulkanu. Edinburgh Evening Courant w numerze z 13 sierpnia 1783 r. zanotował, że 20 dni dziwne chmury były w Provence, a popiół spowodował szkody w Szkocji. W Niderlandach zaś powietrze pachniało siarką i były nawet przypadki zapalenia oczu.
Trudno uwierzyć, że człowiek mógłby mieć podobny wpływ na przyrodę, a przecież w XVIII i XVIIII wieku nie odnotowano “globalnego ocieplenia”. Co to tego “zagrożenia”, to niewiele osób wie, że nazwa Grenlandia pochodzi od słowa Grønland, a w językach staroskandynawskich znaczy ono “zielona ziemia”. Ponoć we wczesnym średniowieczu rosły tam cytryny. Za to bałtyk zamarzł!
Ale i zimy w tym czasie były niezmiernie surowe. Zdarzały się lata, że Bałtyk był cały skuty lodem – od Polski do Szwecji; zachowało się wiele opisów wypraw na saniach z Gdańska do Sztokholmu.
Według niektórych źródeł mogło to się dziać od 1269 do 1709 roku - 340 lat! Piszę o tym po to, by uprzytonmić, że klimat nie jest stały. Zmienia się bez przerwy, więc nawet jeśli faktycznie idzie Globalne Ocieplenie, choć niektórzy twierdzą, że jednak właśnie kolejny glacjał, to i tak nie mamy na to wpływu. Wiele osób narzeka na chłód - powinny się cieszyć, że będzie mniejszy. Ja akurat jestem zimnolubem, więc może na prawdę wyprowadzę się do Islandii. Poza tym, głównym gazem cieplarnianym jaki produkuje człowiek jest dwutlenek węgla, który rośliny wchłaniają w trakcie dziennej fazy fotosyntezy. Zatem im więcej tego gazu, tym lepiej dla roślin i w efekcie więcej ich rośnie i są większe, więc zużywają więcej dwutlenku węgla, więc temperatura spada, a roślin ubywa i tak w kółko. Przyroda sama się świetnie reguluje, jeśli tylko jej na to pozwolimy, a że nie lubi nudy i wszystko wprawia w ruch… no cóż - jak dla mnie tym lepiej
W Łodzi planowano nakazanie dużym sklepom używania torebek jednorazowych wyłącznie “biodegradowalnych”. Ponoć zwykłe foliówki rozkładają się 400 lat. Bardzo jestem ciekawy jak to stwierdzono - czekano tyle na premierę, czy co? Z okresu połowicznego rozpadu to wnoszą? Na prawdę chciałbym wiedzieć. Tak czy siak - projekt chyba nie przeszedł, ale co cwańsze sklepy i tak wciskają ludziom takie torebki, że mojej znajomej zbiodegradowały się zanim doszła do samochodu (chyba na parkingu kerfura). Jak na reklamie: skuteczność 100%. Czego skuteczność? Ano wciskania klientom lnianych czy konopnych odpowiedników, tyle, że już za odpłatą. Nie zrozumcie mnie źle - sam używam takich i mam nawet kilka, ale nie dawanie ludziom wyboru to już imho przegięcie. Jaki odsetek śmieci na wysypiskach stanowią te torebki a jaki np. butelki, stare meble, płyty CD, ciuchy itepe. Fakt - śmieci mamy za dużo, ale spójrzcie do swoich śmietników i policzcie ile w nich jest torebek foliowych, a ile innych opakowań. Nie chcesz śmieci? Kupuj nie-paczkowaną wędlinę i ser, napoje w butelkach zwrotnych itepe.
Dziura ozonowa istnieje i zagraża promieniowaniem ultrafioletowym - fakt. Sęk w tym, że zagraża jedynie stworzeniom znajdującym się na biegunie. Jest ona taka mała (w skali ziemskiej - obejmuje niemal całą Antarktydę z wodami przyległymi), a ozonosfera znajduje się tak wysoko (20-50 kilometrów nad ziemią), że zagrożenie jest niemal żadne.
Ilość wody na świecie jest stała. Pamiętam z liceum, że wodór wypiera tlen z tlenków. Może coś pokręciłem, ale rozumiem, że jeśli potraktujemy zardzewiałe żelazo (czyli utlenione) wodorem, to “odtleni” nam się ono dzięki czemu powstanie tzw. dwuwodorek tlenu. Nauczono mnie za młodu, a ja wiedzę tę srogim tonem mentora przekazywałem dalej, żeby zakręcać wodę jak się myje zęby, że prysznic a nie kąpiel, że nawet kropelka jak cieknie, to dziennie… Nie dawała mi spokoju jedna myśl: Przecież nawet jak nadużywam wody, to ona nie znika. Wraca do układu - więcej: przesadzanie z użyciem wody powoduje, że zanieczyszczenia się rozrzedzają przed oczyszczalnią, więc łatwiej sobie z nimi radzić! To, czy biedne dzieci w Afryce mają dostęp do wody, czy nie, wynika tylko z tego, że nie przeprowadziły się jeszcze z miejsc suchych (pustyń, stepów), do tych wilgotniejszych (choćby dżungli). To, że w Europie czy Ameryce Północnej zużyje się danego dnia miliard litrów wody więcej czy nie (wychodzi niewiele ponad litr na mieszkańca) nie ma żadnego znaczenia, dla mieszkańców terenów ogarniętych suszą.
Ochrona zagrożonych gatunków zwierząt to kolejny objaw hipokryzji. Spytałem znajome które kończyły Sozologię, czy dla ochrony jednego z ostatniego tysiąca przedstawiciela gatunku warto zabić tysiąc “pospolitych” zwierząt. Odpowiedziały, że tak! Jak można być takim rasistą? Dla mnie znaczenie ma stworzenie - chcę, żeby nie cierpiało, a w nosie mam jaki to gatunek!
Autostrada przez dolinę Rospudy służy między innymi zachowaniu bezpieczeństwa żyjących tam zwierząt. Otóż prowadzi już tamtędy droga, tyle że mała i powolna. Samochody jadą wolniej, więc i dłużej, zatem przez dłuższy czas emitują w tej okolicy spaliny. Poza tym profesjonalnie zaprojektowana autostrada da zwierzakom szanse na przedostanie się przez drogę za pomocą tuneli. Gdyby tam ważyły się losy zwierzaków, to problem faktycznie by istniał, ale przy postawieniu sprawy “ludzie czy krzaczki?” wątpliwości nie mam żadnych.
Jak to ładnie ujął Rafał Ziemkiewicz:
Naturalnego środowiska od wieków już nie ma i nie będzie, chyba że się wymorduje kilka miliardów ludzi, a resztę zepchnie na powrót do epoki kamienia łupanego.
Chcesz dbać o środowisko? Bomba - ja też. Nie rzucaj śmieci gdzie popadnie, nie męcz zwierząt, dokarmiaj ptaki zimą, nie jedz dziczyzny i nie słuchaj ekologów - zależy im na dotacjach ze Wspólnoty Europejskiej a nie na losie przyrody. Przepraszam - są wśród nich również ludzie uczciwi (zwykle szeregowi działacze), ale są oni naznaczeni głupotą wrodzoną, albo ogłupieni indoktrynacją innych aktywistów.
Najpierw wpadł na pomysł puszczenia ryginału trzy razy wolniej. Młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć, że przed empetrójkami muzykę odtwarzało się na patefonach - takich magicznych urządzeniach, co to czasem nawet prądu nie potrzebowały! Muzyke przechowywano w postaci winyli. Uwaga: skojarzenia ze skreczowaniem są wskazane, jednak nie należy zapominać, że płyty skraczerskie są dużo odporniejsze na zużycie. Tak czy siak, owe urządzenia posiadały u kresu swej popularności przełącznik regulujący prędkość obracania się nośnika - dzięki odpowiedniemu jego użyciu sposób powstało to:
Dla smakoszy dodał jeszcze wersję orientalną. Stefek Cudny rulez
Niektórzy z Was mogą żyć w tragicznej nieświadomości, więc tknięty humanitaryzmem postanawiam niniejszym rozprawić się z tą niewiedzą: buuuuuuuuuuuu
ajesss… Wróciłem zza grobu. Trochę inny - wolniejszy i z zaburzeniami percepcji, ale o tym dalej - najpierw najważniejsze:
Na tej stronie znajdują się informacje o tym, jak pomóc Fundacji Gajusz - wsparcie finansowe można przekazać m.in. za pomocą systemu dot pay.
Dziwnym zbiegiem okoliczności książka dotycząca Pana Lecha Wałęsy ukazała się w momencie odrzucenia przez Irlandię traktatu konstytucyjnego, co zgodnie z prawem powinno wstrzymać proces ratyfikacyjny i przekreśla szanse na wprowadzenie w życie konstytucji europejskiej. Oczywiście teoretycznie. Dziennikarze wykorzystali tę książkę jako pretekst do zamaskowania prób nielegalnego przeforsowania tego dokumentu bocznymi drzwiami.
Jestem oficjalnie ubogi. Wydarzenia ostatnich kilku tygodni (miesięcy) spowodowały, że straciłem wszelkie źródła dochodu, więc biorę się za fuchy wszelkie i szukać stałej pracy zacząłem. Wiąże się to z tym, że po awarii kompa przez dłuższy czas nie miałem możliwości korzystania z sieci, aż w końcu dostałem komputer, którego wartość muzealna przekracza tą sklepową: 450MHz / 256MB / 20GB / RIVA TNT2 Ultra :/ Ten cud techniki ubiegłego stulecia ma prawdopodobnie problemy z temperaturą procesora, więc w przypadku słabej wentylacji w ciepły dzień zachowuje się jak akta Pana Wałęsy w IPN - pojawia się i znika (z przewagą tego drugiego) - szczególnie w trakcie wykonywania operacji mających w miarę dokładnie wykorzystywać owe 450 MHz / 256MB, więc na przykład (niestety) jednoczesne przeglądanie zbyt wielu fleszy pod ff3.0.
W związku w poprzednim punktem wracam do web-almost-masteringu. Póki co znalazłem jedną stronę, której nie ma i wysłałem właścicielowi firmy propozycję. Póki co szukam dalej, trochę uczę (nauczam?) tego i owego, próbuję zgłębić Pythona a w porywie desperackiego zapału nawet posprzątałem! W celu nauki tego języka (terefere) postanowiłem darowego pythonowego hostingu poszukać - znalazłem vlexo.com i zamiast pythona wordpressa zwykłego tam wrzuciłem (a nawet dwa!), jakąś ładną wejściówkę smażę, no i za pisanie się biorę - mam 250 mega quoty za friko, więc trza to czyś zapełnić
vlexo stawia jednak jeden ważny warunek: strona musi być po angielsku! Zamierzam jednak cośtam po angielsku a cośtam innego po polsku smażyć, więc jakoś to będzie
szkoda tylko, że wszystko to musi się w jednej bazie danych zmieścić - chyba mi przyjdzie nauczyć się php :/