Swego czasu uważałem się za miłośnika rocka. Niekiedy byłem uważany za Metala (miałem włosy do pasa), grunge (chodziłem w obszarpanych ciuchach), punka (miałem irokeza no i zadaję się z wieloma panolami), a czasem i za skina (włosy i - nie wiem co to ma do skinów - prawicowe poglądy). Teraz muzyki nie szufladkuję. Przynajmniej staram się. Nie wiem, jaki związek mógłby mieć Coil z Moloko, czy Einstuerzende Neubauten z US3 poza tym, że każde z wymienionych bywa gościem mojej listy odtwarzania. Ostatnio chodzi mi po uszach kawałek, który ma już ze dwa lata, a parę lat temu pewnie bym się wstydził, że go słucham. Teraz słyszę, że dziewczyna nie dość, że ma bombowy głos, to jeszcze nie piszczy na każdym utworze (vide Toni Brakston, czy Bijons), a i kompozycje i aranż są co najmniej poprawne. Nie ma co się dłużej rozwodzić - zapraszam do słuchania:
—
Zasubskrybowałem sobie na tubce LoveIndustry i dziś ukazał się mym zmętniałym jak woda z kiszonych ogórków oczom nowy materiał. Tak po prawdzie to dopiero próba, więc próbujcie:
Trochę kopa dostali, nie? Na “Playboyu” sprawiali wrażenie jakby przesadzili z odbiorem twórczości Johna Frusciante, a tu taka niespodzianka. Czyżby pacholę tak Pana W. doladowało?
Rubin Steiner: “Another Record Story” z “Weird Hits, Two Covers & A Love Song”