—
Wysłaliśmy dwoje wolontariuszy do Erywania. Za karę ormianie przysłali nam kilkoro lekarzy. Aktualnie robię za przewodnika i tłumacza. Są oni diablo sympatyczni, ale myślę, że innych by nam nie przysłali, żeby nie przestraszyć. Cały ubiegły tydzień siedział u nas tylko jeden - bodaj najstarszy z nich. Dużo rozmawialiśmy o historii i o czasach ZSRR i pokazał mi trochę inne problemy spowodowane przez ten ustrój z którymi muszą się borykać do tej pory. Okazuje się, że sowieci część Armenii po prostu dali Turkom (bodaj połowę - może 1/3 kraju) żeby zwiększyć poparcie dla tamtejszej partii komunistycznej i kto wie - może nawet przyłączyć Turcję do związku. Górski Karabach jest terytorium autonomicznym - mimo, że zarówno historycznie, jak i narodowo i gospodarczo jest to terytorium Armenii, to przez całe lata musiała się ona o nie upominać i walczyć z Azerami. Ponoć najwięksi sowieccy bohaterowie wojenni pochodzą właśnie z Nagornego Karabacha. Sam Erywań jest zamieszkały przez około 35-40% mieszkańców kraju. Ormianie porozumiewają się językiem, który dla mnie brzmi jak połączenie rumuńskiego z arabskim, ale że żadnego z wymienionych nie znam, więc to porównanie może być bardzo nietrafne. Na obszarze całego związku radzieckiego korzystano oficjalnie z czterech alfabetów: łacińskiego, cyrylicy, ormiańskiego i gruzińskiego. Ponoć człowiek, który wymyślił ormiański wyjechał do Gruzji i tam zaprojektował kolejny, którego używają rodacy Zwiada Gamsachurdii i Józefa Wisarionowicza Dżugaszwili (aka. Stalin). Zadziwia, że choć podobno google earth nie ma z tym problemu, to google maps nie pokaże nam nazw miast Armenii, Azerbejdżanu ani Gruzji. Podobną przypadłość zauważyłem w związku również z kilkoma innymi krajami - choćby z półwyspu koreańskiego.
Na pożegnanie Blixa Bargeld z kolegami.
—